Jak nie płacić mandatu za granicą


Jak nie płacić mandatu za granicą
2017-07-26
Wakacje to czas naszych rozlicznych wyjazdów. Na sporą część z nich, w tym i tych zagranicznych, zabieramy własny samochód. Jak uniknąć przynajmniej część mandatów za granicami naszego kraju? W tym, krótkim poradniku napiszemy, jak to zrobić.

Wszędzie podobne prawo

Jeżdżąc po Europie na pewno nie raz spotkaliście się z pewnymi subtelnymi różnicami dotyczącymi zasad ruchu drogowego. W poszczególnych krajach istnieją różne ograniczenia prędkości czy obowiązki jazdy na światłach. Niemniej jednak praktycznie wszędzie mamy te same znaki drogowe; zaś a o zamiarze skrętu, samochody informują nas za pomocą kierunkowskazów, niezależnie od marki i kraju pochodzenia. Taka standaryzacja jest niezbędna, abyśmy mogli bezpiecznie poruszać się po drogach. Zasady te reguluje prawo międzynarodowe, między innymi Przepisy Konwencji Wiedeńskiej o Ruchu Drogowym z 1968 roku.

Różnorodność lokalnych przepisów.
Udając się do zagranicę, oprócz przestrzegania lokalnych przepisów, powinniśmy posiadać wymagane na danych obszarach wyposażenie. Dla przykładu w Polsce obowiązkowa jest gaśnica, w Niemczech wymogiem jest apteczka. Gaśnica jest tam zaś tylko dobrowolnym wyposażeniem dodatkowym. Jeśli jeszcze gaśnie i apteczkę można przyjąć za standard, (naszym zdaniem te przedmioty powinny być każdy w samochodzie), to w niektórych krajach sprzęt niezbędny jest dość „egzotyczny”. Przykładem może tu być obowiązkowa lina holownicza wymagana np. na Węgrzech i Słowacji. W Hiszpanii wymogiem jest posiadanie koła zapasowego, żarówek a nawet zapasowych okularów korekcyjnych, jeśli korzystamy z takowych podczas jazdy samochodem. 

 

Polowanie na „jelenia”
Jadąc przez Europę na polskich tablicach rejestracyjnych możemy zostać zatrzymani do rutynowej kontroli. Oprócz trzeźwości często poproszą nas o pokazanie np. w Hiszpanii, zapasowych okularów. Jeśli ich nie mamy, czeka nas mandat. Niestety, lokalna policja nieraz poluje na turystów, którym z powodu nieznajomości przepisów dość łatwo wlepić mandat.

„Jeleń” pod ochroną
Na szczęście, w takiej właśnie sytuacji przychodzi z pomocą Konwencja Wiedeńska. Jej zapisy zabraniają karania obcokrajowców posiadających wyposażenie obowiązkowe w kraju macierzystym, ale nie spełniające wymogów w kraju, w którym się obecnie znajdują. Oznacza to, przynajmniej w teorii, że hiszpańscy policjanci nie mogą nam nic zrobić za brak okularów. Konwencja ratyfikowana przez dane państwo stoi bowiem wyżej w hierarchii aktów prawnych niż prawo krajowe i w przypadku wystąpienia sprzeczności między nimi, powinno się stosować zapisy konwencji.


Praktyka bywa różna
Pomimo, że wyższość prawa traktatowego nad prawem krajowym jest niezaprzeczalna, w praktyce bywa z tym różnie. Problem leży bowiem w kwestii znajomości przepisów przez miejscowych funkcjonariuszy, dla których podstawą zawsze był lokalny kodeks ruchu drogowego, a nie prawo międzynarodowe. Drugim poważnym problemem jest język. Bez znajomości hiszpańskiego, węgierskiego czy włoskiego ciężko będzie nam wytłumaczyć, że to my mamy rację a nie przedstawiciel prawa. Owszem, zawsze w takiej sytuacji możemy skontaktować się z ambasadą czy konsulatem, wyjaśnią całą sytuację i pomogą nam w walce o swoje prawa, niesety jest to czasochłonne.
Ponadto w niektórych państwach, istnieją tak jak np. w Polsce, przyjęcie i podpisanie mandatu jest jednoznaczne z potwierdzeniem opinii policjanta i przyznaniem się do winy. W takiej sytuacji późniejsze dochodzenie swoich praw jest jeszcze trudniejsze.

Warto pamiętać, że swoistym „haczykiem” są kamizelki odblaskowe. Należą one nie tyle do wyposażenia samochodu, a do kierowcy i pasażerów, a przez to nie podchodzą pod Konwencję Wiedeńską. Ponadto, w wielu krajach, wymogiem jest, aby w pojeździe znajdowała się liczba kamizelek odpowiadająca liczbie pojazdów, czy też to, że mają być wewnątrz przedziału osobowego pojazdu a nie np. w bagażniku.


Reasumując, warto zastanowić się nad bilansem zysków i strat. Należy zadać sobie pytanie, czy koszty przyjęcia mandatu są na tyle duże, że warto walczyć o to by go nie otrzymać. A może faktycznie warto kupić, tę linę holowniczą, apteczkę, bo może się ona przydać nie tylko w podróży, ale też na naszych lokalnych drogach.

Za pomoc w przygotowaniu art. dziękuję firmie oferującej jazdy doszkalające Gdańsk

Nadesłał:

Gregorg88

Wasze komentarze (0):


Twój podpis:
System komentarzy dostarcza serwis eGadki.pl