Jak optymalnie liczyć wartości odżywcze w przemyśle?


2015-09-06
Wejście w życie Rozporządzenia UE 1169/2011 dotyczącego oznaczania produktów spożywczych to gorący temat. Ustalenie wielkości czcionki, wyszczególnianie alergenów i GMO to najmniej kłopotliwe obowiązki, ale konieczność podawania wartości odżywczych i energetycznych powoduje zakłopotanie producentów.

Konieczność przekazywania konsumentom wartości odżywczych i energetycznych w sposób narzucony przez unijne Rozporządzenie powoduje zakłopotanie w niejednej firmie. Nie ma innego wyjścia - trzeba je policzyć od nowa dla wszystkich produktów, a z tym może się wiązać duża inwestycja czasu lub pieniędzy.

Kto policzy wartości odżywcze?

Najprościej odpowiedzieć – technolog. Ale tylko w większych zakładach są zatrudnieni technologowie. Często wartości liczą pracownicy działu jakości. W najmnijeszych firmach obowiązek ten spada zazwyczaj na właściciela, który zajmuje się wszystkim po trochu. Kto jednak sam nie radzi sobie z obliczeniami, które jakby nie było wymagają specyficznej wiedzy, a przedewszytskim pochłaniają dużo cennego czasu, wysyła produkty do zewnętrznego laboratorium świadczącego takie usługi lub szuka innego sposobu.

Jaki jest inny sposób liczenia wartości odżwyczych?

Są trzy główne sposoby: wysłać próbki do laboratorium, wysłać receptury do przeliczenia, skorzystać z programu do liczenia wartości dla przemysłu. Po krótce omówimy każdy z nich.

Kosztowna analiza w laboratorium.

Cena analiz w laboratorium nie jest wysoka, bo ceny zaczynają się od kilkuset złotych za analizę jednego produktu, ale po pierwsze jest wiele powodów, przez które koszty rosną, a po drugie decyzja o wysłaniu do laboratorium większej ilości produktów wiąże się ze sporą inwestycją. Około 600 zł zapłacimy za zlecenie wyliczenia obowiązkowych wartości odżywczych i energetycznych. Jeśli poszerzymy zakres usługi o zawartość witamin i minerałów, których lista w przypadku niektórych produktów może być spora - musimy się liczyć z tym, że cena znacząco wzrośnie. A co jeśli takich produktów do przeliczenia mamy kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset? Wtedy trzeba się liczyć ze sporą inwestycją. Wiele modyfikacji produktów prowadzi do konieczności zapłacenia osobno za każdą analizę. Dla niektórych firm będzie to wydatek prowadzący na skraj bankructwa lub pochłaniający sporą cześć zysku.

Może jednak najlepiej będzie policzyć samemu?

Owszem. Można przyjąć, że tak byłoby najlepiej. Przy użyciu narzędzi skracających czas obliczeń, bez nadszarpywania swoich codziennych obowiązków, przy umiarkowanym koszcie - tak byłoby optymalnie. A do tego potrzebne są odpowiednie narzędzia.

Program do liczenia wartości odżywczych.

W pełni optymalnym rozwiązaniem będzie korzystanie z programu do obliczania wartości odżywczych dedykowanego typowo dla przemysłu, liczącego zgodnie z obowiązującymi wymogami to co producent powinien umieścić na etykiecie.

Na polskim rynku najpopularniejszy jest Kalkulator Wartości Odżywczych FOODCAL®. Program ten został przygotowany zgodnie z wszystkim wytycznymi z Rozporządzenia UE 1169/2011 dlatego jego wyniki akceptowalne są na terenie całej UE, w tym w Polsce. Obliczenia są niemal natychmiastowe. Na początek należy zdefiniować wartości odżywcze używanych surowców lub skorzystać z bazy dostępnej w programie. Kolejny krok to wprowadzenie składu produktu, czyli receptury i od razu otrzymujemy wynik przedstawiony w formie raportu. Wydruk tego raportu warto zachować, na wypadek kontroli. W dodatku, jeśli mówimy o optymalnym rozwiązaniu, miły ukłon w stronę małych producentów – program posiada bezpłatną wersję dla mikro przedsiębiorstw, wystarczy się zarejestrowaći aktywować dostęp START. 

Spieszyć się, czy jest jeszcze czas?

To zależy. Rozporządzenie wyznacza okoliczności, które dają możliwość spokojnego wprowadzenia obowiązkowych informacji na etykiety. Tą najważniejszą, która wielu menadżerów uspokaja, jest ostateczny czas do 13 grudnia 2016 roku. Jednak należy w tym procesie uwzględnić czas na obliczenia, opracowanie i wprowadzenie nowych etykiet i oczywiście dobrze zaplanować cykl wymiany produktów na półkach. I tu pojawia się sedno sprawy - poważni odbiorcy, zwłaszcza sieci handlowe i hurtownicy, w wielu przypadkach już wymagają produktów z etykietami zawierającymi informacje w pełni zgodne rozporządzeniem. Przy produktach z długim terminem przydatności do spożycia stało się to już obligatoryjne. Poza tym, Ci producenci, którym kończą się wyprodukowane wcześniej opakowania, zmieniają je na już w pełni zgodne z 1169/2011 i wykorzystują to jako atut w rozmowach handlowych. To przecież bardzo dobry sposób podniesienia wiarygodności i pokazania solidności firmy.


Nadesłał:

Dla Przemysłu

Wasze komentarze (0):


Twój podpis:
System komentarzy dostarcza serwis eGadki.pl